Herbatka z ….

Z o. Waldemarem Sojką CSsR, misjonarzem-rekolekcjonistą ze Zgromadzenia Redemptorystów rozmawia Marcin Czyrek.

Marcin: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

O. Waldemar: Na wieki wieków. Amen!

Marcin: Skąd Ojciec przybył do nas?

O. Waldemar: Przyjechałem ze Skarżyska-Kamiennej, miasta w centralnej Polsce, oddalonego około 200 km od Rzeszowa. Tam mieszkam w klasztorze.

Marcin: Dziś, przez całą niedzielę, głosił Ojciec w naszej parafii kazania. Nawiązywały one do Dzieła Intronizacji Najświętszego Serca Jezusa.

O. Waldemar: Tak, starałem się w krótkim słowie ująć bardzo bogatą rzeczywistość kultu Bożego Serca, przybliżałem postać Czcigodnej Służebnicy Bożej Rozalii Celakówny (1901-1944), jak również zachęcałem parafian do włączenia się w Dzieło Intronizacji NSPJ. To zaangażowanie polega na zawiązaniu się wspólnoty, za zgodą księdza proboszcza, która przez godzinę adorowałaby Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie. O taką godzinę łaski upominał się Jezus w Ogrójcu, kiedy mówił do uczniów: „Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną?” (Mt 26,40). To święta godzina wynagradzania Bożemu Sercu, czyli Jezusowi, wielbienia Go, dziękczynienia i błagania. Modlitwę prowadzi Wspólnota Dzieła Intronizacji, ale oczywiście zaproszeni są wszyscy parafianie, niezależnie do jakiej wspólnoty, czy grupy parafialnej już należą.

Marcin: Na stoliku informacyjnym „pod chórem” znalazłem literaturę i materiały o Czcigodnej Służebnicy Bożej Rozalii Celakównie. Jakie przesłanie pozostawiła?

O. Waldemar: Rozalia była osobą świecką, pielęgniarką z Krakowa. Od najmłodszych lat była wybrana przez Boga jako dusza niezwykle cicha i pokorna. Jako młoda kobieta, pochodzą z bardzo pobożnej rodziny rolniczej, podejmie posługę w Szpitalu św. Łazarza na oddziale skórno-wenerycznym. Przez 20 lat jej heroicznej posługi żaden z pacjentów nie odszedł bez pojednania z Bogiem, kiedy miała dyżur. Na dwa lata wybuchem II wojny światowej Jezus kieruje do niej niezwykle ważne przesłania w których przynagla do przeprowadzenia w Polsce Intronizacji Jego Najświętszego Serca. Rozalia słyszy słowa: „Wielkie i straszne są grzechy i zbrodnie Polski. Sprawiedliwość Boża chce ukarać ten naród za grzechy, a zwłaszcza za grzechy nieczyste, morderstwa i nienawiść. Jest jednak ratunek dla Polski: jeżeli mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności przez Intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym Państwie z Rządem na czele”. Polska musi w sposób wyjątkowy, uroczyście ogłosić Pana Jezusa swym Królem przez Intronizację Jego Boskiego Serca i wtedy Jezus będzie jej błogosławił i bronił od nieprzyjaciół. My w ten sposób choć w małej cząsteczce okażemy Mu miłość i wdzięczność. Intronizacja, to nie tylko forma ofiarowania się, ale odrodzenie serc, poddanie ich pod słodkie panowanie Miłości. Podsumowując trzeba powiedzieć, że Intronizacja według Rozalii, to trzy ważne elementy ściśle się uzupełniające: nawrócenie – porzucenie grzechów, uwielbienie i odwzajemnienie Nieskończonej Miłości objawionej w Najświętszym Sercu Pana Jezusa a tym samym uznanie w całym tego słowa znaczeniu osoby Chrystusa za naszego Pana i Króla poprzez podporządkowanie się Jego woli, Jego prawu.

Marcin: Pełni Ojciec funkcję „misjonarza”. To określenie kojarzy się z pełnieniem posługi gdzieś w odległych krajach. Co to znaczy być misjonarzem w Polsce?

O. Waldemar: Ściśle rzecz biorąc to jestem misjonarzem ludowym. To określenie techniczne odnoszące się do kapłana głoszącego misje ludowe (parafialne) i rekolekcje głównie w Polsce, ale i poza granicami. Od 11 lat głoszę również rekolekcje intronizacyjne NSPJ, prowadzę dni skupienia, sympozja naukowe.

Marcin: Podczas dzisiejszego wspólnego śniadania na plebanii wspominał Ojciec o redemptoryście o. Andrzeju Zającu i jego sposobie dokumentacji swojej pracy misjonarskiej.

O. Waldemar: Niestety, 14 maja bieżącego roku o. Andrzej Zając zginął w wypadku samochodowym koło Poznania. Rzecz ciekawa – wracał z rekolekcji intronizacyjnych, które głosił w Swarzewie na północy Polski. O. Andrzej był niezwykle zasłużonym krzewicielem i apostołem kultu Bożego Serca i dzieła intronizacji. Bardzo nam Go brakuje. Nie znam drugiego takiego kapłana, który by tak skrupulatnie i systematycznie prowadził kronikę swoich prac apostolskich, których było ponad 600. To zajęło dwie opasłe księgi.

Marcin: Czy redemptoryści mają powołania?

O. Waldemar: Podobnie jak w innych seminariach zakonnych czy diecezjalnych mamy mniej powołań jak w latach ubiegłych. Bóg jest hojnym dawcą, dlatego musimy mocno i ufnie modlić się o nowe, święte i dobre powołania kapłańskie, misyjne i zakonne.

Marcin: A jak „,młodzieniec” Waldek rozpoznał swoje powołanie i dlaczego spośród wielu formacji było to seminarium redemptorystów?

O. Waldemar: Kiedy byłem uczniem liceum ogólnokształcącego w Zawierciu (tam się urodziłem) absolutnie nie myślałem o wyborze drogi kapłańsko-zakonnej. Moje powołanie było, jak to się mówi, późniejsze. Dojrzewało powoli. Po trzech latach studiów geologii w AGH w Krakowie wstąpiłem do redemptorystowskiego seminarium. Każdy ma swoją drogę powołania, ważnym jest by je dobrze rozeznać. Do tego niezbędna jest modlitwa i pewien dłuższy przedział czasowy. Powołanie, które daje Bóg jest zawsze konkretne – do jednego, ściśle określonego miejsca. Pan Bóg poprzez delikatne natchnienia, poruszenia serca otwiera na nową, niezwykle piękną perspektywę życia wyłącznie dla Niego. Co nie znaczy, że uciekamy od ludzi, wręcz przeciwnie. Po dwóch latach pobytu w zgromadzeniu zakonnym wiedziałem, że to mój dom i tu Jezus chce mnie mieć.

Marcin: Bóg zapłać za wspólne spotkanie.

O. Waldemar: Dziękuję bardzo i życzę czytelnikom obfitego Bożego błogosławieństwa. Niech miłość płynąca z Bożego Serca wypełni serca wasze!


Podobne wpisy